Kategorie: Wszystkie | Dom | Jacques Prevert | Kraina Deszczowców | Mr. Dog | Ogród
RSS
środa, 12 grudnia 2018

Zamiast szykować się do corocznego panikowania, postanowiłam zrobić coś, co lubię najbadziej, czyli naprawić coś starego, coś zniszczonego i tym razem nawet coś niebieskiego. Uwielbiam przywracać starym przedmiotom urodę, choć tu oczywiście możnaby się spierać o gusta. Jak wiecie, wraz ze starym domem stałam się posiadaczką tysiąca różnych przedmiotów, z których połowa nadaje się do oddania, a druga połowa do umieszczenia w kufrze na strychu. Wśród tej drugiej (większej) połowy (bo wiadomo, że połowy mogą być większe i mniejsze) znalazłam stare, metalowe puszki różnych kształtów i rodzajów. Na razie wybrałam dwie i troszeczkę je poprawiłam i teraz mogę w nich trzymać różne rzeczy.

Ta pod spodem wygladała mniej więcej tak:

Old metal box

Puszka była kiedyś domem dla duńskich ciasteczek maślanych (uwielbiam). Teraz wygląda tak:

Renovated metal box

Zdjęcie jest fatalne (nie miałam czasu, przepraszam), ale oddaje ducha starej - nowej rzeczy. Kolejna puszka była w lepszym stanie, ale była pomalowana ohydnym, brązowym lakierem i nie mogłam jej znieść. Teraz wygląda tak:

Renovated metal box

Nie są to arcydzieła, nie są to nawet dzieła, ale myślę, że puszkom jest przyjemniej w nowych ubrankach. 

sobota, 08 grudnia 2018

Nie wiem jak Pan Młynarski to przewidział. Posłuchajcie, co powiedział w 2011 roku i jak bardzo miał rację. Podpisuję się pod jego słowami obiema rękami.

Pan Młynarski jest dla mnie jednym z najważniejszych ludzi XX wieku. Jego poezja nieraz ratowała mnie przed smutkiem i degrengoladą. Jego piosenki towarzyszyły mi przy wielu okazjach. Panie Młynarski, kocham pana.

 

 

17:03, e.urlik
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 03 grudnia 2018

 

Nasza rzeka płynie kilkaset metrów od domu. Chroni nas przed nia wysoki wał i szerokie łąki, gdzie nasza rzeka będzie mogła się wylać, gdyby zachciało jej się uciec z koryta. Nasza rzeka ma 153 kilometry długości i niedaleko od naszego domu wpływa do potężnej Elby, która zaraz potem wpływa do Morza Północnego. Rzeka nazywa się Oste i jest grzeczną rzeką, po której można pływać żaglówkami, łodziami i małymi barkami. Wije się malowniczo wśród łąk, pastwisk i niewielkich lasów. Mieszkają nad nią tysiące ptaków różnej wiekości, a cały ten nadrzeczny obszar jest wielkim rezerwatem

Tak wygląda obok naszego domu - jest pogłębiana, stąd te stosy żwiru. Po drugiej stronie jest małe miasteczko.

Oste river

Często w rzece płynie słona woda. Zdarza się to wtedy, kiedy wieje silny wiatr z północnego-zachodu.

Oste river - drawnbridge

A to jest most zwodzony nad naszą rzeką, około 4 kilometry od naszego domu. Można dojechać rowerem, a potem stać tam i gapić się na przepływającą pod mostem wodę i stateczki i łódeczki i kaczuszki.  Takie małe porty jak ten poniżej można znaleźć po obu stronach rzeki.

Oste river

Oste river

Oste river

Widok na Oste z mostu. Niedaleko za zakrętem mieszkamy my, na lewym brzegu. A na prawym jest rezerwat ptaków, rezerwat wiatraków i zaraz potem wielka Elba.

Nad rzeką są malownicze wioski, takie jak ta poniżej. A ta droga za 3 metry skończy się w rzece. 

hamlet by the river Oste

wtorek, 27 listopada 2018

Nie mogłam się oprzeć... 

13:18, e.urlik
Link Komentarze (16) »
niedziela, 18 listopada 2018

Słońce dziś wstało o 7:56. Wstało na czerwono, jak prawie codziennie i natychmiast połknęły je chmury. Pewnie będzie padać, jak prawie codziennie w Krainie Deszczowców. Pan Pies, jak prawie codziennie leżał w swojej komórce pod schodami na grzbiecie, z łapami do góry, przygotowanymi do witania, a ogon walił głośno w ścianę. Jak prawie codziennie zeszliśmy z góry i rzuciliśmy się na niego z głaskami, pieszczotami i czułymi słówkami. 

Quattro the Dog - Black Russian Terrier

Potem kawka i śniadanko, w niedzielę zawsze jajecznica, poranne pogaduchy, a za kuchennym oknem ciemna zieleń rododendronów, które zasłaniają nas od świata i światła. Buszują w nich małe ptaszki, które wyglądają jak pierzaste, szare kulki. Jeszcze kromeczka z arcysłodkim dżemem truskawkowym z mango, jeszcze filiżanka gorzkiej kawy. Trzeba iść z Panem Psem na spacer, choć wieje. A tymczasem za południowym oknem inni też jedzą śniadanko:

View in Rain Land

sobota, 10 listopada 2018

Zacznę od magicznego zwierzęcia, którego znaleźć się nie da, ale za to słychać je dobrze, zwłaszcza w nocy. Stukot pazurków po drewnianych deskach, które dla nas są sufitem (deski, nie pazurki), a dla zwierzęcia podłogą. Cichutkie skrobanie tuż nad naszymi głowami, które zaczyna się przed północą i trwa... Chroboty i stukanie za ścianą naszej nowo powstałej łazieneczki na górze... Tak, to nasza kuna, która zrobiła wielką dziurę w dachu. Dziura została załatana przez pana Wojciecha, którego w czarodziejski sposób znaleźliśmy niedaleko naszej wsi. Boimy się, że magiczne zwierzę będzie chciało mieć nową dziurę, my będziemy chcieli mieć dom bez deszczu w środku i tak to będzie trwało. Na szczęście we wsi obok mieszka Łowca, który obiecał zastawić na zwierzę pułapkę, a potem wywieźć je daleko, daleko... Cóż, gdybym miała się założyć, to stawiam na kunę.

Our House in Niedersachsen

Inna historia: Pewnego poranka, jak każdego poranka poszliśmy z Panem Psem na spacer. Kiedy krowy pasą się daleko, idziemy w stronę rzeki, omijając kałuże i krowie placki. Dygresja: Pan Pies pięknie omija zarówno jedno, jak i drugie. Więc idziemy sobie krowią ścieżką na wał, pod górę, a potem w dół, wzdłuż rzeki, gdzie mieszka tysiące ptaków i innych stworzeń. Dobra, więc idziemy sobie i nagle widzę jakieś dwa zwierzaki pluskające się w błotnistej wodzie. "Szczury" - myślę z przerażeniem, bo tyle się nasłuchałam o wielkich osobnikach pływających w rowach melioracyjnych. Pan Pies też zauważył i pociągnął gwałtownie. "Szczury?" - pomyślałam, kiedy podeszliśmy bliżej. Widzę szerokie głowy, siwe wąsy i małe łapki złożone razem jak do modlitwy. No i dużo większe niż szczury! Nie widzę za dobrze, bo taka jestem młoda, ale przysięgłabym, że te mokre pyszczki się UŚMIECHAJĄ. Zdębiałam z lekka, ale wtedy Pan Pies zaczął szczekać. Trudno mu się dziwić, on też nie widziiał nikogo podobnego. Zobaczyłam tylko jak stworzonka płyną w kierunku trzcin i znikają.

Poniżej: Pan Pies obserwuje miejsce, w którym kąpały się wąsate pyszczki:

Quattro the Dog in Rain Land

Nie widzieliśmy tych stworzeń nigdy więcej. Pan Pies jednak zawsze. kiedy idziemy w stronę rzeki, siada i patrzy z nadzieją w mętną wodę. Nigdy nie rozmawiamy o tym spotkaniu z tajemniczymi zwierzętami, ale oboje myślimy, że to były... wydry. Prawdziwe.

Quattro the Dog in Rain Land

czwartek, 11 października 2018

W języku swahili "hakuna matata" znaczy "nie martw się". Ale niestety muszę się martwić i to powyżej średniej (bo zwykle martwię się wszystkim, w skali 1-10 to zwykle około 4-5). 

Otóż mamy zwierzątko. Zwierzątko przyszło do nas na zimę, choć wiemy, że nigdy się samo nie wyniesie. Zwierzątko jest śliczne i zapewne mądre, ale jest też obrzydliwe w postępowaniu, nie ma sumienia ani litości i musimy to niestety nienawidzić. Zwierząyko nazywa się kuna i jak na razie zniszczyło nam dach:

Rain Land - distroyed roof

Wiemy, że jeśli nie pozbędziemy się go szybko, to zniszczy też całe ocieplenie, poprzegryza kable elektryczne (co już miało miejsce), zrobi więcej dziur w strzesze, rozmnoży się, będzie składować śmierdzące żarcie, będzie tupać głośno w nocy i nie wiadomo, czy nie dostanie się do środka... o ile już się nie dostało. 

Rain Land - distroyed roof

Nie ma nas tam teraz i nic nie możemy zrobić. Bardziej już osiwieć nie mogę ze zmartwienia, mogę tylko się popłakać z bezsilności... Jeśli ktokolwiek zna sposób na pozbycie się tego... potwora, proszę niech da znać.

A poza tym: hakuna matata

sobota, 06 października 2018

Fall - picture from Country living

Wiersz Andrzeja Waligórskiego, cytowany z pamięci, proszę wybaczyć ewentualne rozbieżnści z oryginałem:

Raz staruszek, spacerując w lesie
Ujrzał listek przywiędły i blady
I pomyślał: znowu idzie jesień,
Jesień idzie, nie ma na to rady

I podreptał do domu po dróżce,
I powiedział, stanąwszy przd chatą,
Swojej żonie, tak samo staruszce:
-Jesień idzie, nie ma na to rady!

A staruszka zmartwiła się szczerze,
Zamachała rękami obiema:
- Musisz zacząć chodzić w puloverze,
Jesień idzie, rady na to nie ma.

Może zrobić się chłodno już jutro,
Lub pojutrze, najdalej za tydzień,
Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,
Nie ma rady, jesień, jesień idzie.

A był sierpień, pogoda prześliczna,
Wszystko w złocie trwało i w zieleni
Prócz staruszkó nikt chyba nie myślał
O mającej nastąpić jesieni.

Ale cóż, oni żyli najdłużej,
Mieli swoje staruszkowe zasady.
I wiedzieli, że wcześniej czy później
Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady.

Ta piosenka - bo jest do wiersza i muzyka - towarzyszyła mi każdej jesieni przez wszystkie wspaniałe lata w Montrealu, a tam jesień jest najpiękniejsza na świecie. Taka mała nostalgia.

Na zdjęciu powyżej pola i winnice w okolicach Stuttgartu.

20:31, e.urlik
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19
Zakładki:
My travel blog
Flag Counter